Razem dla Karoliny

Stawała w obronie słabszych. Pomagała odrabiać zadania koleżankom. I zawsze zabierała więcej materiałów potrzebnych do szkoły, by w razie czego mieć dla kogoś, kto ich zapomni. Dziś to ona potrzebuje pomocy w walce z chorobą. 10-letnia Karolina jeszcze do niedawna mówiła, że zostanie pielęgniarką, dzisiaj przyznaje, że dość ma przebywania w szpitalu. Nasza firma postanowiła wspomóc Karolinę - w mikołajki pojechaliśmy do jej rodziny z upominkami, a teraz przekazujemy 1% podatku na rzecz Fundacji „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” KRS 86 210 CEL SZCZEGÓŁOWY: Krybus Karolina.

 

Karolina to zagadka

4 grudnia 2015 r. Karolina Krybus z Rogożan obchodziła swoje 9 urodziny. Nie było uroczystości rodzinnej w domu, nie zaprosiła swoich koleżanek i kolegów… Ten dzień spędziła w szpitalu. Lekarze próbowali zdiagnozować przyczynę jej stanu – utrzymująca się wysoka gorączka do 40⁰C, powiększone węzły i wątroba. Objawy wskazywały na białaczkę. Jednak przeprowadzone 2 punkcje ją wykluczyły – zgodnie przyznały trzy ośrodki: Wrocław, Zabrze i Warszawa. Rodzicom – Małgosi i Damianowi – kamień spadł z serca. Ale nadal nie wiadomo było, co dolega Karolinie. – Karolina to zagadka – powiedzieli lekarze i nakazali regularną kontrolę – badania krwi co 4 dni.

Punkcja nie pozostawiła złudzeń

Wydawało się, że choroba mija, Karolina przestała gorączkować i wyglądała na całkiem zdrowe dziecko. Nowy Rok nie zaczął się jednak optymistycznie dla mieszkanki Rogożan, miejscowości położonej nieopodal Kietrza. – Gdy przyjechaliśmy odebrać wyniki krwi wykonane 31 grudnia, usłyszeliśmy, że wykryto 5% komórek niezróżnicowanych. W powtórzonym badaniu było ich już 22% – opowiada tato Karoliny, który pochodzi z Szonowic – miejscowości położonej w gminie Rudnik. – Zadzwoniliśmy do Wrocławia, kazano nam stawić się na oddziale, a w przeprowadzonych tu badaniach krwi wyszło, że komórek niezróżnicowanych jest już ponad 50%. Powiedziano nam: to komórki rakowe – kontynuuje Damian ze łzami w oczach. Przeprowadzona punkcja nie pozostawiła już żadnych złudzeń: ostra białaczka limfoblastyczna. Od razu podano Karolinie pierwszą chemię.

5 stycznia 2016 r. Karolina wylądowała we wrocławskim szpitalu. – Planowane leczenie chemią potrwa co najmniej 2 lata. Córce zaczęły już wypadać włosy – mówi Damian. – Lekarze uprzedzają nas, że czas leczenia może się przedłużyć, bo każda infekcja wiąże się z koniecznością jego okresowego przerwania – dodaje.

Co mogłoby się nam przydać dla Zuzi?

W przeciągu kilku miesięcy świat rodziny z Rogożan stanął do góry nogami. A Karolina – długowłosa dziewczynka, której wszędzie było pełno, stała się przerażoną małą pacjentką wrocławskiego szpitala.

– Karolina od maleńkiego była prawdziwym żywiołem. Wszędzie musiała się wmieszać. Brała udział w licznych konkursach czytelniczych i je wygrywała. Lubiła grać pierwsze skrzypce, świecić, występować. Na dożynkach nie siedziała ze wszystkimi dziećmi, ale wszędzie było jej pełno – wspomina ciocia – Kasia Briks z Szonowic. – Do tego zawsze myślała o innych. Gdy miała przynieść coś do szkoły, brała tego podwójną ilość, bo a nuż ktoś zapomni i trzeba będzie mu pożyczyć. Zdarzało się, że pomagała odrabiać koleżankom zadania. To taka mamuśka, taka niania, która nigdy nie pozwoliła skrzywdzić słabszych – kontynuuje tato Karoliny.

O tym, że ta mała dziewczynka ma wielkie serduszko świadczy też jej zachowanie w trudnych chwilach, obecnie w szpitalu: – Gdy dzielono tu maskotkami, nie patrzyła, co jej się podoba, ale co chciałaby Zuzia – jej prawie 2-letnia siostrzyczka. A gdy zapytano ją: jakie jest twoje marzenie, które mogłaby spełnić Fundacja Mam Marzenie, w pierwszej chwili zareagowała pytaniem do mamy: A co by nam się mogło przydać dla Zuzi? Kiedy usłyszała, że ma to być jej marzenie, a nie prezent dla Zuzi, stwierdziła: tego, co bym chciała i tak nie mogę dostać. – Co to jest? – dopytywali rodzice. – Chciałabym być zdrowa i wyjść stąd do domu do Zuzi i Jakuba.

Ja już przestałam się bać igieł, to ty też przestań się bać…

Co najtrudniejsze było dla dziewczynki w czasie przebywania w szpitalu? Rozłąka z rodzeństwem. – Poza tym trzeba podkreślić, że w tej bolesnej sytuacji radzi sobie lepiej niż my z żoną – przyznaje tato Damian. – Przynajmniej sprawia takie wrażenie. Gdy widzi, że mama płacze, mówi: przestań się martwić, będzie dobrze, zobacz, ja już przestałam się bać igieł, to ty też przestań się bać.
 

Czas walki pochłania dużo pieniędzy

W 2016 r. mama z tatą na zmianę czuwali przy łóżku Karoliny we Wrocławiu ze świadomością, że w domu w Rogożanach czeka na nich pozostała dwójka dzieci: Jakub i Zuzia. – Zuzia bardzo źle znosi rozłąkę z mamą. Ma dopiero 1,5 roku i gdy mama wraca na parę dni do domu, nie odstępuje jej na krok – mówił Damian Krybus. Obecnie Karolinka przebywa w domu, ale ich walka z chorobą się nie skończyła.

Ciągłe podróże do Wrocławia, zakup leków ochronnych, odżywek, sprzętów do pielęgnacji dziecka w domu, urządzenie oddzielnego pokoju dla Karoliny, to wydatki, na które rodzina musi znaleźć pieniądze. Ich sytuacja dodatkowo jest o tyle trudna, że ojciec, który od dwóch lat pracował za granicą, w obecnej chwili nie ma możliwości wykonywania tej pracy. A mama – pielęgniarka ze szpitala w Głubczycach – w momencie, gdy Karolina zachorowała, przebywała na bezpłatnym urlopie wychowawczym.

Z inicjatywą pomocy wyszli najbliższa rodzina, Koło Gospodyń Wiejskich, szkoła w Szonowicach, sąsiedzi, znajomi – na miarę swoich możliwości pomagają Karolince i jej rodzinie.

Jeżeli też chcesz pomóc dziewczynce, możesz to zrobić:

przez przekazanie 1% podatku na rzecz Fundacji „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” KRS 86 210 CEL SZCZEGÓŁOWY: Krybus Karolina;

wpłacając dobrowolną kwotę na konto wpłat imiennych Fundacji „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową” 11 1160 2202 0000 0001 0214 2867, wpisując w tytule: Karolina Krybus.

Akceptuję
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.